Poszłam z Lucasem nad rzekę. Było fajnie, dopóki basior nie wyłowił z niej niebieskiego kamyka. Dał mi chwilę do popatrzenia,a potem wyrzucił. Kiedy spytałam się, czemu to zrobił, stwierdził, że: "W jego środku czyha zło". Szkoda, bo był śliczny, zrobiłabym z niego ładną ozdobę do mojej jaskini. Poszliśmy dalej. Prawiłam mu kazania na temat tego, że chciałabym mieć partnera.
- Wiesz bo będę chciała znaleźć tego jedynego.
- Aha. To powiedzenia życzę. Tak w sekrecie to ja tu porządnych nie widzę.- odparł, na co się zaśmiałam.
- No jest taki jeden. - westchnęłam z rozmarzeniem. Tak właściwie, było ich dwóch, ale mieli te same cechy. Lucas przystanął na chwilę.
- Coś nie tak?- spytałam.
- Nie, nie kontynuuj.- zachęcał.
- No i on jest miły... - mówiłam. - Pomocny... - spojrzałam na niego ukradkiem, żeby sprawdzić, jak zareaguje, niestety, jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć. - I często jest przy mnie.
- A dlaczego mi to mówisz? - zapytał.
- No bo wiesz jesteś moim doradcą i....przyjacielem.- dodałam.
- Aha. Dzięki- powiedział.
- O, chodź, już późno. - zauważyłam. Nawet gdybyśmy teraz wrócili do watahy, nudno by było...
- Musimy już iść? - narzekał basior.
- Taak, musimy. - odparłam.
- No ale czemu? - pytał.
- Bo tak chce alfa. - odpowiedziałam i tym samym ucięłam rozmowę.
<<Lucas?>>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz