Chodziłam sobie po terenach watahy, w końcu i tak nie miałam co robić. Cały czas czułam na sobie czyjeś spojrzenie, ale za każdym razem, gdy się odwracałam, nikogo nie było. To uczucie towarzyszyło mi aż do wodospadu. Dopiero tam mój prześladowca. Z krzaków wyłonił się (nawet przystojny) basior. Na nic nie zwracając uwagi podszedł do wodospadu i zaczął z niego pić.
-Co ty tutaj robisz? - zapytałam stanowczym tonem podchodząc do niego.
-Piję.. A co jestem na twoich terenach? - odparł uszczypliwym, można by nawet powiedzieć, szyderczym tonem.
-Można tak powiedzieć.. - odpowiedziałam podnosząc jedną brew i przyglądając się mu dokładnie. Na pierwszy rzut oka był dobrze zbudowanym basiorem o czarno-brązowej sierści.
- Czyli, że masz watahę? - zapytał. Potwierdziłam to skinieniem głowy.
- A co, chcesz dołączyć? - odparłam z uśmiechem.
- Taak. - mruknął.
- Dobra. - zgodziłam się.
- A... Oprowadzisz mnie? - zapytał, jakby trochę... zmieszany?
- Eee... Ok, gdzie najpierw?
<<Vektus, sorki, że takie króciutkie, ale weny nie mam :/>>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz