Od kąd byłem szczeniakiem wiadomo było, że mym żywiołem jest śmierć. Nawet jako taki gówniarz byłem twardy, bezwzględny i zabójczy. Pewnego dnia do watahy wpadli ludzie. Zamordowali moją rodzinę. Ja jedyny przeżyłem. Schowałem się w lesie gdzie rosłem i przez samodzielne życie jestem wielkim mistrzem wszelkich dziedzin. Śledziłem ludzi do czasu, gdy byłem już wystarczająco silny i wielki, aby ich powalić. W nocy zaatakowałem. Każdy z nim podczas mojego ataku nie przeżył, a ja nie byłem zmęczony i wyszedłem z tego bez szwanku. Przez następne 3 lata szukałem miejsca gdzie mnie zechcą. Szukanie było długie i wyczerpujące. Pewnego dnia zauważyłem jakąś waderę. Podszedłem i zapytałem się:
- Cześć, jak masz na imię? - wadera odwróciła się w moją stronę i wtedy ujrzałem... ujrzałem jaka jest piękna
- Jestem Danielle, a ty? - zapytała, ale ja nie mogłem się wysłowić, to był najpiękniejszy widok w moim życiu
- Je... jes-stem Sha-adow - powiedziałem w końcu
- Witaj Shadow, chcesz dołączyć do mojej watahy?
- Z przyjemnością - odparłem
Po kilku minutach byłem już członkiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz