wtorek, 25 czerwca 2013

Od Fire'a Ghost'a - CD historii Shadow'a

Niby taki silny, a taki głupi... Inteligencji za grosz. Przycisnął mnie łapą. Akurat dobrze się składało. [Prawie] łamiąc osobie łapy, złapałem go i przewróciłem.
- I co gno*u? Silny jesteś tylko w słowach. - zakpiłem. 
Oblały wstał. Zaczął na mnie szarżować. Nagle obok nas pojawiła się jakaś... szara wilczyca z rogami. Stanęła między nami i wystawiła łapę. Kiedy basior ''nadział'' się na nią, upadł z bólem. Ona nie drgnęła.
- Dzięki. - powiedziałem.
- Porsz... - ucięła krótko i poszła dalej.
Schyliłem się.
- Taki to silny... Wadera ciebie pokonuje... No, no...
Rogacz wstał. Znów zaczął szarżować.
- Teraz to ciebie zabije...! - krzyknął.
- Boje się. - mruknąłem.
Gdy był wystarczająco blisko, podskoczyłem. On wpadł na drzewo. Obok nas znów się ktoś pojawił. Ta sama, szara wadera i brązowa samica. Szybko podbiegła do rogacza.
- Co mu zrobiłeś? - zapytała marszcząc brwi.
- Nic. Szarżował na mnie, więc podskoczyłem. - odpowiedziałem obojętnie.
Szara samica, podeszła do mnie i powiedziała podając łapę:
- Flosh.
- Fire Ghost.
- Ale podstęp...
- Chciałaś go załatwić?
- Nie znam go tak dobrze, ale nie wygląda za sympatycznie.
Obok nas pojawił się basior ze skrzydłami...
- Cześć. - przywitała się Flosh.
- Witam... Kto to? - zapytał.
- Fire Ghost. - odpowiedziałem.
- Znasz go? - zapytał skrzydlaty.
- Dopiero co się poznaliśmy... - odrzekła. - To mój brat - Calvariam. Może być nieprzyjemny... Chroni mnie... Bardzo, za bardzo.
Podeszła do nas brązowa wadera.
- To jest Alice. - powiedziała Flosh. - Nasza nowa alfa.
- Co mu zrobiłeś! Przyznaj się! - zawołała alfa.
- Sorry, że się wtrącę... - zaczęła szara samica - Widziałam wszystko.
- No i jak było?
- Shadow był wściekły. Zaczął więc na niego biegnąć. Fire Ghost zwinnie podskoczył. Shadow wpadł na drzewo.
- Zaraz... jaki Fire Ghost?
- To ten tu. - pokazała na mnie Flosh.
Z moich konwersacji wynikało, że rogacz, to Shadow. Basior wstał i podszedł do Alice. Potem mruknął:
- Gnój, jeba*y...
- Ej! - krzyknęła alfa. - Licz się ze słowami, bo chyba coraz gorzej jest...
Ucichł... Korzystając z ciszy, wycofałem się dyskretnie o pobiegłem do jaskini. Nie było co robić... W moim nowym domu, też nie było ciekawie... Postanowiłem zmasakrować jaskinię. Dlaczego? Chciałem mieć dom w swoim stylu...

Gdy wstałem rano... Ujrzałem... Nicość. W mojej jaskini nie było nic... Nawet głupiego kamienia. Poszedłem więc do tego całego Shadow'a. Na dzień dobry, uderzyłem go z prawego sierpowego i lewego haka. On po tych uderzeniach... Nie wiadomo, czy się śmiał, czy płakał... Coś mu się w łubie robi. Wszedłem dalej... Zobaczyłem tam moje rzeczy. Jakieś flakony i inne pierdoły. We flakonach były duchy i dusze. Gdyby ten idiota je wypuścił, prawdopodobnie, zabiłyby go... Zabrałem co moje, i wyszedłem.

Po południu, przyszedł Shadow... Jakiś taki spokojny.
- Co ci do łba szczela?! Znów przeszedłeś tu bić?! - krzyczałem.
- Nie... - odpowiedział, rozglądając się.
- Nie rozglądaj się tak, bo ci się łeb ukręci...
Basior usiadł na przeciw mnie. Przygotowałem się na atak...

<Shadow?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz