*Oczami Flosh*
Noc spędziłam z moim bratem w jaskini. Dużej, przytulnej i ciepłej jaskini. Ja spałam spokojnie, ale Calvariam nie... Ciągle siedział i gapił się w horyzont. Podeszłam do niego i usiadłam.
- Co tam widzisz, braciszku? - zapytałam.
- Zło... - uciął krótko.
- Ta.. Pewnie... - zaśmiałam się.
- Tak. Wiesz, ile wilków się zabija?! Wiesz ile ludzi nas zabija?! Wiesz ile zła na nas czyha! Nawet ze mną nie jesteś do końca bezpieczna!
- To po co mnie chronisz?
- Nie zrozumiesz tego...
- Jestem pojętna.
- Tylko potem żadnych pytań...
- Okey, okey...
- Już raz ciebie porwali. Nie chciałbym przeżywać tego znów... Walczyć...
- Nie umiesz walczyć?
- Miało nie być pytań...
- No dobra... Powiedź tylko.
- Umiem walczyć. Idź spać.
Poszłam w głąb jaskini. Ułożyłam się i próbowałam zasnąć. Nie byłam senna... Wzięłam więc słuchawki i zaczęłam słuchać piosenek. Jedną z nich była ta:
http://www.youtube.com/watch?v=S_q8L8Tksd8
Wpadła mi w ucho kilka dni temu. Potem nadeszła... Ta najlepsza piosenka...
http://www.youtube.com/watch?v=sOMZ3dcyHbs
Gdy zaczął się refren... Zaśmiałam się głośno. Cal odwrócił się i popatrzył na mnie srogo.
- No co? - zapytałam.
Podeszłam do niego i założyłam mu słuchawki. Po chwili słuchania, zapytałam:
- I jak?
Roześmiał się tak samo głośno, jak ja.
*Oczami Calvariama*
Czego ona słucha... Matko... Ogłupiające i śmieszne.
- Co ty masz na tym ''iPhonie''? - zapytałem
- Skąd wiesz, że to iPhone?
- Nie jestem tak głupi... Przed twoimi narodzinami, miałem z nim kontakt.
- No a kto go pozyskał?
- Nasz kuzyn. Kradnie rzeczy z ludzkich sklepów. To akurat, leżało na śmietniku.
- Aha... Mamy złodzieja w rodzinie, fajnie.
- Oj przestań...
Nagle coś zaszeleściło w krzakach.
- Idź do jaskini. - szepnąłem.
Już szykowałem się do ataku, gdy z zarośli wyszła wadera. Stanąłem normalnie i gapiłem się na nią z przechyloną głową.
- Cześć...? - przywitałem się.
- O! - zawołała zaskoczona. - Witam!
- Flosh, możesz wyjść... - powiedziałem, a obok mnie pojawiła się siostra.
- Flosh. - powiedziała.
- Danielle. - podała mi łapę nieznajoma.
- Calvariam. - odwzajemniłem podanie łapy.
Cisza. Moja siostra, oczywiście miała coś do powiedzenia.
- Dobra, przywitaliście się. Przejdźmy do konkretów. Masz watasze?
- Flosh! - zawołałem. - Nie wolno tak ''walić prosto w mostu''!
- To nic takiego. Mała jeszcze jest. Musi się wiele nauczyć. - mówiła Danielle.
<Dani?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz